"Nie moge powiedzieć Ci prawdy "



„Przez cały ten czas udawałam, że jestem opanowaną dziewczyną, która nigdy nie popełnia błędów, a po drodze zagubiłam siebie, zapomniałam, kim naprawdę jestem i kim chciałabym być.”
Kelsey jest obowiązkową uczennicą, racjonalnie myślącą o swojej przyszłości. . Jedno wydarzenie sprawia jednak, że dziewczyna z hukiem zostaje wyrzucona  z prywatnej szkoły. Teraz, w publicznym liceum, pragnie zająć się nauką, by dostać się na najlepsze studia.
 Isaac to dobrze sytuowany syn senatora, którego wyrzucono z tak wielu szkół, że dawno już przestał je liczyć. Ojciec stawia mu ultimatum –szkoła publiczna, lub internat w Europie.
Kiedy dochodzi do pierwszego spotkania bohaterów , nie wywierają na sobie wielkiego wrażenia, wręcz przeciwnie – on uznaje ją za zarozumiałą snobkę, ona go za bogatego dupka. Jednak każdy z nas zna chyba powiedzenie, że „kto się czubi, ten się lubi”. I tutaj także nie byłoby nic niezwykłego, gdyby nie kłamstwo jednego z bohaterów mogące zrujnować ich związek.
Bohaterów poznajemy w momencie, gdy  siedzą obok siebie przed gabinetem kuratora , którzy są wściekli  na siebie nawzajem. W miarę rozwoju powieści dowiadujemy się, jakie wydarzenia właściwie sprawiły, że znaleźli się właśnie tam  i dlaczego są na siebie tak nieziemsko wkurzeni. Jest to zabieg niezbyt często spotykany w powieściach dla nastolatek, co powoduje, że książka pani Barnholdt zyskuje na oryginalności. I unikatowość w zasadzie na tym się kończy.
Kelsey, choć pilna i rozsądna uczennica, nie zachowuje się jak typowa  kujonka. Jest zgrabną, świadomą swej urody siedemnastolatką, ubierającą się niezbyt wyzywająco, ale seksownie, co przyciąga wzrok płci przeciwnej. Nie otacza się wianuszkiem adoratorów, ale nie ma też zbytnich problemów z komunikacją międzyludzką.
 Isaac to bogaty dzieciak, któremu zawsze wszystko podawano na tacy, ale on  ma tego świadomość. Nie zadziera nosa, nie uznaje się za lepszego od innych, ale bije od niego pewność siebie i urok, który sprawia, że dziewczynom miękną kolana na jego widok .
W wielu powieściach spotykamy się z „łamaniem stereotypów”, czasem zbyt wymuszonym, żeby mogło być dobre. W Nie mogę powiedzieć ci prawdy nie jest to w zasadzie odczuwalne, ani tym bardziej irytujące, co jest miłym zaskoczeniem. Wszystko tutaj wydaje się naturalne i na miejscu.
Choć bohaterowie są dosyć przejrzyści, brakuje mi świadomości, że tak naprawdę nie jesteśmy w stanie ich dobrze poznać, ponieważ akcja  kończy się za szybko. Jest niezły początek, doskonałe rozwinięcie i przeciętny finał. Doskonała powieść musi budować napięcie, a potem je rozładowywać w punkcie kulminacyjnym. O budowaniu napięcia w zasadzie nie można tutaj mówić . Punkt kulminacyjny jest nawet dość ciekawy, ale przewidywalny.
Autorka pisze prostym, trafiający do każdego czytelnika językiem. Jest dowcipna oraz poważna wtedy, kiedy wymaga tego sytuacja. Powieść nie jest pozbawiona delikatnych wulgaryzmów, co nadaje jej autentyczności. Miłym zaskoczeniem dla mnie było to, co nieczęsto spotyka się w podobnych czytadłach – seks. I nie chodzi mi tu o sceny erotyczne,  ale o rozmowy pomiędzy bohaterami. Wiele autorek unika chociażby wspominania o tym aspekcie, wyznają zasadę: „Nie mówimy o seksie, a jeżeli już mówimy to się przy tym czerwienimy”. Co według mnie jest śmieszne i sztuczne. Choć mam prawie 20 lat i jak czytałam „ 50 twarzy Greya „ , a moja mama się dowiedziała o czym to jest to natychmiast oddała do  biblioteki . A sama mi wypożyczyła . Podobno pani z biblioteki kiedy usłyszała ,że mam 18 to powiedziała ,żeby nigdy nie wypożyczyła mamie gdyby wiedziała ,że jestem tak młoda. No bo proszę Was, w wieku lat siedemnastu – osiemnastu seks jest chyba najchętniej omawianym tematem! Pani Barnholdt nie jest wulgarna, nie przesadza, ale też nie zachowuje się jak pruderyjna, cnotliwa dama.

Fabuła jest prosta, mamy główny wątek, odrobinę niedopracowany, i kilka pobocznych, nic rozbudowanego. Ale to w końcu obyczajówka dla młodzieży, nie horror czy kryminał. Nie ma tu jakiejś innowacyjności, ot lekkie czytadło do poduszki. Ale prawda jest taka, że to czytadło niesamowicie wciąga, bowiem czytelnik pragnie się dowiedzieć jak najwięcej o bohaterach i zostać z nimi na długie godziny. Nawet nie zauważyłam, kiedy przeleciałam przez strony książki i dobrnęłam do końca. Choć  na początku nie dawałam jej za dużo szans. Całości dopełnia okładka – prosta, ale urzekająca. Żadnych udziwnień – dwie zbliżone twarze, niby zakochani, a jednak coś ich dzieli.

#Nika

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

LemON - "TU"

"Zakonnica w przebraniu II: Powrót do habitu"